Razem z siostrą dotarłyśmy do Globusa o 14.50. Bałyśmy się, że jesteśmy spóźnione, jednak ku naszemu szczęściu okazało się, że przed halą jest jeszcze długa kolejka. Znalazłyśmy okienko z biletami i po kupieniu weszłyśmy do środka Globusa.Chciałam sobie kupić koszulkę, ale facet się dopiero rozkładał, stwierdziłyśmy więc, że przyjdziemy tu po festiwalu. Weszłyśmy na salę. Okazało się, że nie jesteśmy na płycie, ale na trybunach.Udało nam się jednak znaleźć wejście na dół. Szybko pobiegłyśmy pod scenę. Zajęłyśmy miejsce przy barierach. Nie było wiele ludzi. O 15.30 festiwal rozpoczął zespół Rotten Bark - zwycięzcy Must Be The Music. Nie rozgrzali oni jednak zbytnio publiczności. Na koniec kapela rzuciła w tłum kostki do gitary oraz - uwaga - pałeczki do perkusji. Krótka przerwa techniczna i zobaczyliśmy na scenie Muchy.
Nie dali oni zbytniego popisu i też nie udało im się rozgrzać - jak się okazało - wymagającej publiczności. Jednak tutaj było już trochę lepiej. Kiedy Michał Wiraszko zszedł ze sceny by poprzybijać z ludźmi piątki, publiczność zaczęła piszczeć. Reszta koncertu przebiegła już więc w nieco lepszej atmosferze. I nadszedł czas na grupę Łąki Łan.
Byłam naprawdę rozbawiona, kiedy zobaczyłam ich kostiumy. Byli poprzebierani za konika polnego, królika, motyla, jeża i wydaje mi się, ze pana ogrodnika, ale trudno stwierdzić. Fanką ich muzyki nie jestem, ale jak dla mnie dali najlepszy występ. Włodzimierz Dembowski "Paprodziad" szalał po scenie, oblewał nas wodą, rzucił się nawet w tłum i tańczył z fanami! Na koniec dostaliśmy od zespołu mnóstwo sztucznych kwiatów.
I przyszedł czas na Happysad. Dopiero u nich publiczność naprawdę zaczęła się dobrze bawić. Skakaliśmy, pchaliśmy się i śpiewaliśmy. Chłopaki musieli wrócić i zagrać dla nas bis.
Strachy na Lachy. Wydaje mi się - że to był najbardziej oczekiwany przez wszystkich zespół.Grabaż nie ukrywał swojego zaskoczenia, kiedy zaśpiewaliśmy za niego całą piosenkę Czarny Chleb i Czarna Kawa.To był ich pierwszy koncert w Lublinie i uważam, że lepszego dać chyba nie mogli.
Luxtorpeda trochę zawalili swój występ, gdyż zamiast dać obsłudze sprawdzić ich sprzęt, sami to robili, przez co fani nie mieli aż takiej frajdy, kiedy za chwilę od nowa wchodzili na scenę. W połowie ich koncertu musiałam niestety wracać, gdyż tata źle przeczytał SMS i przyjechał wcześniej. Nie zdążyłam nawet kupić pamiątkowej koszulki. Zostało mi jednak kilka chwilowych pamiątek w postaci siniaków. Mam nadzieję, że Eastside Festiwal niektórym podobał się bardziej niż mi, bo jak dla mnie to mogło być lepiej.
Macie tu trochę zdjęć : Eastside Festiwal
Ps. Na ostatnim się załapałam ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje koncertów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje koncertów. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 lutego 2013
sobota, 16 lutego 2013
Slash - Bóg gitary
Jak już wszyscy bardzo dobrze wiemy, 13.02.13 r. odwiedziła nas
wielka gwiazda sceny rockowej a mianowicie Slash we własnej osobie.
Bilety były w sprzedaży już od listopada. Kto zdążył kupić był naprawdę
wielkim szczęściarzem! Scenę rozgrzał polski zespół metalowy Anti Tank Nun. Zagrali oni odpowiednio utwory:
1. the first spark
2. killer’s feast
3. next to last supper
4. snake city
5. devil walks
6. one jump over the english channel
7. hang’em high
Pomimo tego, że ludzie nie chcieli się zbytnio zmęczyć przed występem gwiazdy wieczory, przy ich występie nie dało się stać spokojnie. Chłopaki rozgrzali publiczność do czerwoności. Sam Slash nawet pochwalił 15 letniego gitarzystę - Igora"Iggy" Gwaderę za świetną grę. Trudno się dziwić. Taki młody chłopak a już można śmiało powiedzieć, że to będzie następca samego wielkiego Slasha! Kiedy Przeciwpancerna zakonnica zeszła ze sceny, nastąpiło 20 min przerwy. Gdy tylko w głośnikach rozbrzmiał utwór Metallica - Enter Snadman, wszyscy zaczęli śpiewać. Potem już tylko wołanie gwiazdy wieczoru. W końcu nadeszła ta chwila. Zgasło światło, na sali zapanowała grobowa cisza, którą w chwilę później zagłuszył głos Mylesa w piosence Ghost. Nastała ta długo wyczekiwana przez wszystkich chwila. Udało nam się zobaczyć naszego idola na żywo. Muzycy zagrali następujące utwory:
Ghost
Nightrain
Mean Bone
Back From Cali
Mr. Brownstone
Serial Killer
Gotten
Doctor Alibi
You’re Crazy
Rocket Queen
No More Heroes
Starlight
Anastasia
You’re a Lie
Sweet Child O’ Mine
Slither
W niektórych momentach publiczność śpiewała głośniej od Mylesa! Miejmy nadzieję, że uznał to za coś miłego ;) Kiedy rozbrzmiały pierwsze nuty utworu Back From Cali, ochroniarze pomogli tłumowi rozłożyć flagę, która przeszła z samego przodu płyty do tyłu i z powrotem (sądząc po późniejszym wpisie Slasha na facebook'u - muzykom bardzo się to spodobało). Po tych utworach muzycy zeszli ze sceny. Fani jednak nie mieli zamiaru tak szybko ustąpić. Po całej sali rozbrzmiały nawoływania Slasha. Muzycy w końcu dali za wygraną i wrócili na scenę by zagrać jeszcze 2 utwory.
Po powrocie na scenę Myles złapał za gitarę, a Todd wziął się za wokal i zaśpiewał Welcome to the Jungle. Moim zdaniem zrobił to nawet lepiej od samego Axl'a! Po tym utworze Kennedy wrócił do mikrofonu i zaśpiewał Paradise City. W połowie piosenki z maszyny wystrzeliło tysiące małych świecidełek, które przez dłuższy czas latały po całej sali. Fani byli mile zaskoczeni, kiedy z ust Mylesa i Slasha wyszło słowo "dziękuję" (tak, dokładnie "dziękuję - po polsku ;).
Tak się skończył znakomity koncert. Fani jednak chcieli zdobyć autografy muzyków. Część poczekała na nich w restauracji, a część stanęłą na dworze, koło autokarów gwiazd. Muzycy rozdali kilka podpisów, po czym wrócili do busów. Po godzinie stania fani otrzymali wiadomość, że Slash dał 20 autografów jest zmęczony i prosi o odejście. Fani jednak nie uwierzyli i czekali. Kiedy autokary odjechały, ludzie zrozumieli, że to koniec i rozeszli się do domów.
***
Wiem, że Slash jest wielką gwiazdą, ale jak dla mnie zachował się trochę po chamsku, że dał 20 autografów w restauracji, a do ludzi, którzy marzli na dworze wysłał kogoś dopiero po godzinie ;/ A wy jak sądzicie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
